Przejdź do treści.

 

W piątek 17 kwietnia mielimy okazję powędrować po naszej przeuroczej okolicy zanurzając się w lasach porastających wzniesienia opadające do bezkresnego styku nieba z zalewem, gdzie zieleń bujnej roślinności niepostrzeżenie przechodzi w błękit wód i powietrza, obłoków i fal. Spacerowaliśmy tak sobie ze swobodą i lekkością, przeskakując przez wieki, pokonując różne granice, raz obecne, innym razem dawno zatarte, zaglądając w mroczne zakamarki, odszukując ludzi, obecnych i nieobecnych, prowadzeni przez przewodnika, dla którego całe to uniwersum nie ma żadnych tajemnic. Był nim Pan Lech Słodownik, historyk, tłumacz, kronikarz, pisarz, konsultant, regionalista, a przede wszystkim znakomity gawędziarz, potrafiący słowem odmalować zapomniane światy, dzięki czemu nie ulegają one zatraceniu.

Nasz gość zaczął z pietyzmem i bernardyńską cierpliwością tworzyć i spisywać regionalne opowieści, historie i historyjki, przed wielu, wielu laty, zbudował z nich, niczym z małych czerwonych cegiełek ogromne zamczysko górujące nad naszą wyobraźnią, a w tym zamczysku, w każdej jego komnacie, ożywione zostały wspomnienia, utrwalone wydarzenia, przywrócona została pamięć o ludziach, tworzących grunt, po którym dzisiaj stąpamy. Historie zredagowane przez Pana Lecha ułożyły się w dwa opasłe tomiszcza poświęcone dziejom ziemi pasłęckiej oraz miastu Elblągowi i jego, jak to kiedyś mawiano, najpiękniejszym w Prusach Wschodnich okolicom. Wydany w 2022 roku zbiór esejów zatytułowany „Spacerkiem po Elblągu” stał się kanwą dla naszego spotkania zorganizowanego przez Dom Pomocy Społecznej w Tolkmicku oraz Bibliotekę Publiczną Miasta i Gminy Tolkmicko im. K. I. Gałczyńskiego. Zatem na „Spacerek po Tolkmicku i okolicach” wybraliśmy się wiosennym przedpołudniem My, Panie Bibliotekarki oraz uczniowie klasy VIII Zespołu Szkolno-Przedszkolnego w Tolkmicku z nauczycielką Panią Ewą.

Nasz przewodnik zabrał nas w podróż trasą uruchomionej w roku 1899 prywatnej Kolei Nadzalewowej, zwanej w skrócie HUB, której wagoniki z zawrotną prędkością dochodzącą do 24 km/h, woziły urzeczonych przepięknymi widokami pasażerów od stacji Elbląg Angielskie Źródło do stacji Braniewo Brama. Ciekawe, że kolej ta posiadała też własne, o charakterystycznej sylwetce autobusy, produkowane w firmie Franza Komnicka, dowożące chętnych do Rubna Wielkiego, Nadbrzeża, Łęcza, Próchnika i Pogrodzia. Główna linia liczyła 48,3 km i jej pokonanie zabierało około 1 godzinę 35 minut. Około, ponieważ obsługa pociągów, za aprobatą i ku uciesze pochłoniętych obserwacjami urokliwych górskich i morskich w wyrazie krajobrazów, nie trzymała się dosyć dokładnie rozkładu jazdy. W wagonach znajdowały się tablice z nieco ironicznymi przestrogami, informującymi, iż „zabrania się zrywania kwiatów i grzybów podczas jazdy!”. Znana była również anegdota o dwóch kamratach, maszyniście i listonoszu, ten pierwszy krzyknął kiedyś do doręczyciela: „Karl, dawaj rower, podwiozę Cię kilka kilometrów”, na co ten drugi odpowiedział: „Dzięki, nie dziś, muszę dostarczyć ekspresową przesyłkę do Suchacza”.

W położonym na stromych stokach, amfiteatralnie schodzących do półksiężyca wybrzeża zalewu, Suchacza były aż dwie stacje: Suchacz Zamek (od słynnego hotelu Zameczek nad Zatoką) oraz Suchacz Cegielnia II. W obrębie tej pierwszej wybudowano ładną willę o jasnych elewacjach, w której mieszkał dyrektor Kolei Nadzalewowej w latach 1919-1945 Pan Otto Frieseler. Kazał on umieścić na budynku tablicę z wyrytą inskrypcją, mottem dla tych, którzy upodobali sobie sielskie życie na wsi, poza graniami gwarnego, przemysłowego miasta, czyli o sobie samym: „Szczęśliwa dola jest temu wyznaczona, który z dala od miejskiego zgiełku, w zacisznym zakątku ziemi znalazł swój przytulny dom”. (Budynek i tablica inskrypcyjna zachowały się przy obecnej Alei Radości dalekie od niegdysiejszej świetności, napis jest ledwie czytelny).

Z kolei na budynku dworcowym w Tolkmicku, ach, jakże piękny jest ten obiekt!, w wyrazie architektonicznym taki bajkowy, będący skrzyżowaniem pałacu myśliwskiego ze szwajcarskim pensjonatem, stanowiący kwintesencję stylu regionalnego (niem. Heimatstill), odpowiadającego naiwnym wyobrażeniem mieszczuchów o idyllicznej odsłonie życia na wsi, więc na tymże budynku umieszczona była z kolei inna jeszcze tablica, pouczająca turystę w następujący sposób: „Kto teraz ma ochotę na przejażdżkę parowcem, może tutaj przesiąść się na „Tolkemitt” i za 30 minut być w Łysej Górze na Mierzei Wiślanej. Szczęśliwej podróży!”.

I jak na zawołanie podróżowaliśmy z Panem Lechem wzdłuż i wszerz Zalewu Wiślanego, płynęliśmy angelkahnami (barkasami) razem z rybakami, z szyprami łowiącymi kamienie ich wspaniałymi dwumasztowymi lomami oraz tym szybkim i zgrabnym statkiem białej floty noszącym z dumą nazwę miasta, z którego wypływał zabierając 500 osób do kurortu i letniska znanego dziś pod nazwą Krynicy Morskiej. Z tą Krynicą wiąże się kolejna ciekawa opowieść. Czasami słuchając Pana Lecha mieliśmy wrażenie, że jego informacje są jak klocuszki z puzzli, wskakują na swoje miejsca i przez to obraz przeszłości staje się pełniejszy.

Albowiem My o powstaniu nadbałtyckiego kurortu wyczarowanego na złotych piaskach mierzei dowiedzieliśmy się już wcześniej od znawców tematyki – Panów Zbigniewa Zajchowskiego i Bernarda Jesionowskiego, ale dopiero teraz uświadomiliśmy sobie, iż uważany za głównego inicjatora tego wiekopomnego przedsięwzięcia, elbląski przedsiębiorca Georg Wilhelm Haertel, ma także związek z Tolkmickiem. Otóż był on założycielem w roku 1821 fabryki zajmującej się produkcją alkoholi: wódek, likierów i rumu, a najsłynniejszym trunkiem wygenerowanym przez markę „Haertel&Co.” okazała się czereśniówka (czy też wiśniówka) zalewowa (Haertels-Haffkirsch). Produkowano ją ze specjalnej odmiany czarnych wiśni (zwanych Weichsel – albo Knappkirsche), pochodzących z nasłonecznionych stoków wzgórz rozpościerających się nad Zalewem Wiślanym, głównie z plantacji w Suchaczu w pobliżu Zameczku nad Zatoką. Nie to, żebyśmy jakoś propagowali picie alkoholu, ale doczytaliśmy, iż umiarkowane spożywanie czereśniówki przynosi ulgę w bólu stawów i reumatyzmie, obniża cholesterol, pomaga przy nadciśnieniu, a poza tym jest to pyszny w smaku likier…

Trudno dziś powiedzieć czy pili go tolkmiccy szyprowie i ich pomocnicy w gospodzie „Niemiecki Dom”, której od dawna nie ma na rynku, czy zamawiali raczej rum, gorzałę lub słynne z powalenia wielkiego węgorza piwo, ale na pewno za kołnierz nie wylewali. Stąd właśnie wzięło się powiedzenie: „Z Próchnika nie wrócisz bez kobity, a z Tolkmicka nie upity”. Po tym wstępie Pan Lech uraczył nas całą serią dowcipów, anegdotek i zabawnych powiedzonek, które rozweselały lub piętnowały niegdysiejsze nawyki i przywary mieszkańców naszego regionu. Niektóre z nich bawią dalej (o teściowej, krewkiej żonie restauratora czy dziewczynie ze Szpitalnego Dworu), inne brzmią cokolwiek niezrozumiale albowiem po roku 1945 zmienił się cały kontekst kulturowy i społeczny w naszym regionie, dawni tolkmiczanie czy elblążanie odeszli, pustkę po nich wypełnili przybysze z dalekich stron, a osadnicy ci nie rozumieli lokalnych uwarunkowań i zwłaszcza imponderabilii. W każdym razie warto pamiętać, iż zawsze byli (pewnie też są i będą): „ludzie, ludziska i … elblążanie”.

Świadczy o tym smutna raczej historia Alfreda Paruszewskiego, któremu Pan Lech pomógł zredagować i wydać wojenne wspomnienia zawarte w książce zatytułowanej „Niewolnik pod żaglami”. Akcja tej opowieści rozgrywa się w latach 40. XX wieku w Tolkmicku oraz na wodach Zalewu Wiślanego, w wielu tutejszych portach (Elblągu, Królewcu, Pilawie) dokąd dopływał kuter transportowy wożący piasek, żwir i cegły, kierowany przez szypra o nazwisku Wulf. Pan Alfred nazywał go złośliwie „Garbusem”, czemu dziwić się nie wypada, albowiem był to człowiek zły do szpiku kości, pogardliwie i bez empatii traktujący przydzielonego mu pracownika przymusowego. Na stronie internetowej dawnych tolkmiczan pojawiło się wspomnienie o szyprze, jako „o dobrym i zasłużonym obywatelu, ukochanym ojcu”, a gdy Pan Lech zamieścił tam opinię Alfreda Paruszewskiego, szybko usunięto wpis i uznano fakt za nie były. Tak to przedstawiają się relacje między prawdą, a pamięcią. Co było, a nie jest, nie pisze się w rejestr…

Pan Lech prowadził swój wykład barwnie i z prawdziwym polotem poruszając wiele jeszcze wątków związanych z miastem garncarzy i 12 Apostołów. Wspominał, że Tolkmicko było jedynym miastem w dawnym powiecie ziemskim elbląskim (w dzisiejszym są miasta trzy), największym portem śródlądowym w Niemczech, gdzie w porcie nad zalewem wyrastał cały las masztów sponad 100 żaglowców produkowanych w miejscowych zakładach szkutniczych Wellma i Modersitzkiego; prowadził nas do porośniętych mchem i legendami głazów spoczywających w tutejszych wodach lub głębokich wąwozach (Święty Kamień, Kamień Złotego Wina) lub do głazów naznaczonych pamiątkowymi inskrypcjami (kamień cesarski w Pagórkach), wiódł do innych przystanków Kolei Nadzalewowej (Dolina Luizy, Leśnictwo Nad Zatoką) itd., itp. Roztoczył przed nami rozległy krąg, będący niczym pyszny tort, z którego w naszej relacji wycięliśmy tylko niektóre smakowite kawałki. Tak słodkie, jak marcepany produkowane w tolkmickiej fabryce Marcepanu, Konfitur i Konserw, zwanej później „Marmoladą”, która powstała w roku 1938 jako filia wielkiego hamburskiego przedsiębiorstwa braci Engelken. Żeby całość zrozumieć i przetrawić potrzebne byłoby kolejne spotkanie, do którego zresztą niebawem dojdzie. Po dwóch dniach od opisanej tu wizyty nasz Gość zadzwonił do nas i zaproponował ponowny „Spacer po Tolkmicku i okolicy”. Kto wie, może nasze reakcje, uwaga z jaką chłonęliśmy przekazywaną nam wiedzę, skłoniły znanego autora do poszerzenia kręgu swoich kronikarskich i historycznych zainteresowań? Może szykuje się prawdziwy cykl artykułów poświęconych rybackiemu miasteczku i jego toskańskim, malowniczym opłotkom?

Serdecznie dziękujemy Pani dyrektor tolkmickiej książnicy za pomoc w zorganizowaniu tego arcyciekawego spotkania z arcyciekawym autorem historyjek, tak bliskich naszemu potocznemu odczuwaniu barw życia, życia codziennego, przepełnionego emocjami, zbliżającego nas do odczuwania pełni otaczającego nas świata. To nie są rozdziały z historii powszechnej, odległej i bezosobowej, to opowieści o losach ludzi, o ich osiągnięciach i porażkach, o wzlotach i upadkach, o ich marzeniach, miłostkach, poszukiwaniu szczęścia i sensu życia. Dlatego wydają się tak bliskie naszym doświadczeniom, dlatego żyjemy nadzieją, że może Pan Lech znajdzie godnego siebie następcę, który będzie – jak ON – z pietyzmem i skrupulatnością opisywał spadające kartki ze współczesnego kalendarza. Może taka osoba siedziała pośród nas, wśród młodzieży zasłuchanej w relację ze spacerku po Tolkmicku, który odbył się w kwietniowe przedpołudnie Anno Domini 2026?

 

Dariusz Barton

Olsztyn Mazury
zwiazek powiatow polskich
150 lat Kanału Elbląskiego
kraina kanalu elblaskiego
Stowarzyszenie Łączy Nas Kanał Elbląski
Olsztyn Mazury
zwiazek powiatow polskich
150 lat Kanału Elbląskiego
kraina kanalu elblaskiego
Stowarzyszenie Łączy Nas Kanał Elbląski
zwiazek powiatow polskich
150 lat Kanału Elbląskiego
kraina kanalu elblaskiego
Stowarzyszenie Łączy Nas Kanał Elbląski
ul. Saperów 14 A, 82-300 Elbląg tel. 55/ 239-49-00, 239-49-09
sekretariat@powiat.elblag.pl

NIP Starostwa Powiatowego w Elblągu: 578-25-24-428
REGON: 170753615
NIP Powiatu Elbląskiego: 578-30-55-579
REGON: 170747690
Copyright © 2015 Powiat Elbląski